sobota, 30 czerwca 2012

"Pokazałam, że warto walczyć o swoje marzenia"


Modeling to jej praca i pasja. Podczas pracy na sesjach zdjęciowych lub pokazie mody czuje ogromną satysfakcję. Mimo natłoku pracy Ania Piszczałka - finalistka polskiej edycji programu Top Model - znalazła czas na rozmowę ze mną.



Ma 21 lat. Pochodzi z niewielkiej miejscowości Gradówek położonej w województwie dolnośląskim, która liczy ok. 300 mieszkańców. Jeszcze kilka miesięcy temu była zwykłą dziewczyną.
W wakacje zobaczyła reklamę "Top Model" i postanowiła pojechać na casting. Jurorzy od razu docenili jej wdzięk i osobowość. Zajęła III miejsce.
Teraz jest pewna siebie, zna swoją wartość, dąży do celu i stanowi wzór dla wielu osób z małych miasteczek i wsi.

AJ: Gdybyś mogła opisać się w kilku słowach...

AP: Wystarczy, że czasem zaufam sobie i wszystko układa się jak najlepiej. Znajduję w sobie radość. Zawsze szukam dobrych stron trudnych sytuacji.

AJ: Dlaczego zdecydowałaś się na udział w programie Top Model?

AP: Pomyślałam, że udział w tym programie jest dla mnie wielką szansą, możliwością spełnienia marzeń.

AJ: Udało się już jakieś spełnić?

AP: Tak, dzięki niemu udało mi się spełnić już kilka marzeń.

AJ: Co w zawodzie modelki jest najtrudniejsze?

AP: Wielogodzinne czekanie, ostra krytyka, stres.

AJ: Jakie zatem cechy charakteru, poza ogromną cierpliwością, powinna jeszcze posiadać modelka?

AP: Wydaje mi się, że najważniejsze cechy każdej modelki to: wytrwałość, determinacja, pewność siebie i pokora.

AJ: Co sprawia Ci większą satysfakcję: pozowanie fotografom, czy prezentowanie kolekcji znanych projektantów na pokazach mody?

AP: Na wybiegu czuję się jak ryba w wodzie, ale lubię również „grać” przed aparatem.

AJ: Masz za sobą udany debiut na pokazie Paola Frani podczas Tygodnia Mody w Mediolanie. Brałaś także udział w pokazie Macieja Zienia oraz Gosi Baczyńskiej i faktycznie daje się zaobserwować, że pokazy mody to Twój żywioł. Ciekawi mnie czyje kreacje chciałabyś zaprezentować na wybiegu, gdybyś to Ty mogła zdecydować o wyborze?

AP: Marzę, żeby wyjść w pokazie Cavalli, Galliano czy Diora. Może niektórzy powiedzą, że za wysoko mierzę, ale w czerwcu też postawiłam sobie wysoko poprzeczkę.

AJ: Powróćmy na chwilę do „grania” przed aparatem, czyli fotomodelingu. Masz już za sobą wiele sesji zdjęciowych. Która była dla Ciebie najbardziej wyjątkowa?

AP: Każda z sesji była inna, począwszy od sesji w Mediolanie - który jest wprost wymarzonym miejscem do sesji.
Dobrze wspominam także sesję rozbieraną, choć była niezwykle trudna. Trzeba było zacisnąć zęby i otworzyć się, ale fotograf Wojciech Wojtczak był bardzo sympatyczny, ciepły, więc aż tak bardzo nie czułam tremy i wstydu. Zdjęcie z tej sesji jest jednym z moich ulubionych.
Jestem też zadowolona z sesji z pająkami, było to dla mnie ciężkie przeżycie, bardzo się bałam, ale przełamałam swój lęk i z tego byłam najbardziej dumna.
Każda z sesji to ogromna próba możliwości aktorskich, umiejętności przybierania, jak najwiarygodniej, różnych ról.

AJ: Bardzo szybko stałaś się osobą rozpoznawalną. Jak radzisz sobie z rosnącą popularnością?

AP: To jest bardzo miłe, kiedy ludzie podchodzą do mnie na ulicy. Bardzo często mi gratulują. To podnosi mnie na duchu.

AJ: Wiem, że uwielbiasz sport. W przeszłości trenowałaś biegi, skok wzwyż i skok w dal. Znajdujesz jeszcze czas na aktywność sportową, czy ogranicza się ona do biegania... z castingu na casting?

AP: Teraz, ze względu na brak czasu, pozostało mi tylko bieganie...z castingu na casting. Jednak mimo szybkiego tempa życia staram się nadal znajdować czas na sport. Jest on dla mnie bardzo ważny.

AJ: Co masz zawsze w swojej torebce? Takie "must have", bez których się nie rozstajesz?

AP: Portfel, telefon, kalendarzyk i... słodka przyjemność.

AJ: Posiadasz jakiś wypróbowany sposób na udany wypoczynek?

AP: Mieszkam blisko gór, więc najczęściej tam odnajduję spokój i siłę do dalszej pracy.

AJ: Dziękuję za rozmowę.



Rozmawiała: Aga Jaroszewska|EF 
fot. Ania Piszczałka Facebook Fanpage